czwartek, 12 lutego, 2026
Oglądaj, słuchaj, ćwicz - zdobywaj nowe umiejętności online

Globalna układanka wokół InPostu: jak planowane przejęcie zmieni europejski handel online?

Ostatnie tygodnie przyniosły burzliwe wydarzenia wokół jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich firm logistycznych — InPostu. Operator paczkomatów, który w ostatnich latach stał się synonimem szybkich i wygodnych dostaw e-commerce w Polsce i wielu krajach Europy, znalazł się w centrum uwagi inwestorów międzynarodowych. Jego przyszłość może być zupełnie inna niż dotychczas, a decyzje zapadające w najbliższych miesiącach mogą mieć szerokie konsekwencje dla rynku dostaw ostatniej mili.

W lutym 2026 r. InPost ogłosił, że uzgodniono warunkowe porozumienie dotyczące przejęcia całej spółki przez konsorcjum inwestorów kierowane przez fundusz Advent International wraz z globalnym gigantem logistycznym FedEx oraz innymi partnerami, takimi jak A&R Investments i PPF Group. Według tej propozycji właściciele akcji mogliby sprzedać wszystkie posiadane udziały po 15,60 euro za akcję, co wycenia cały biznes na około 7,8 mld euro. Transakcja warta niemal 9,2 mld dolarów ma być realizowana w formie oferty publicznej i — jeśli osiągnięty zostanie odpowiedni próg akceptacji — sfinalizowana w drugiej połowie 2026 roku.

Ta decyzja oznacza nie tylko zmianę w strukturze własności InPostu, ale też potencjalny sygnał nowego etapu ekspansji firmy poza Polskę. Inwestorzy z konsorcjum deklarują, że zamierzają kontynuować strategię rozwoju sieci paczkomatów oraz usług logistycznych InPost w Europie — w tym we Francji, Hiszpanii, Portugalii i Włoszech, a także dalsze umacnianie pozycji na rynku brytyjskim.** Ta wizja wpisuje się w dynamiczne zmiany na rynku e-commerce, gdzie sprawne, elastyczne rozwiązania dostaw są jednym z kluczowych czynników konkurencyjności zarówno dla dużych graczy, jak i mniejszych sklepów internetowych.

Dla polskiego biznesu logistycznego to moment szczególny, bo choć InPost ma zachować swoją markę, siedzibę i zarząd, to zmiana właścicielska oznacza napływ kapitału i know-how ze strony partnerów międzynarodowych. FedEx, globalny operator z rozbudowaną siecią transportową, może wnieść technologiczne i operacyjne doświadczenie, które przyspieszy ekspansję paczkomatów poza granice dotychczasowych rynków. Advent International z kolei znów staje w roli kluczowego inwestora w biznesie, po tym jak to właśnie ten fundusz wprowadził InPost na giełdę w Amsterdamie w 2021 roku.

Nie wszystkie głosy wokół tej transakcji są jednak jednomyślne. Niektórzy obserwatorzy rynku przypominają, że wcześniejsze inwestycje i zmiany właścicielskie również wpływały na wycenę akcji spółki i kurs InPostu podlegał znacznym wahaniom. Warto też zauważyć, że mimo ogromnej skali działalności, spółka wciąż musi mierzyć się z operacyjnymi wyzwaniami związanymi z efektywnością i presją kosztową — zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym.

Dla przedsiębiorców działających w e-commerce, zmiana właścicielska InPostu może oznaczać duże możliwości, ale też konieczność adaptacji. Globalne grupy logistyczne coraz częściej inwestują w rozwiązania technologiczne, automatyzację i integracje systemowe, które pozwalają na sprawniejsze zarządzanie łańcuchem dostaw. W praktyce oznacza to, że właściciele sklepów internetowych powinni już teraz myśleć o tym, jak ich infrastruktura logistyczna i operacyjna wytrzyma konkurencję opartą o zaawansowane narzędzia i globalne procesy.

W kontekście przygotowywania biznesu do takich zmian warto zwrócić uwagę na nowoczesne systemy zarządzania projektami i operacjami, które mogą stać się fundamentem skalowania działań. Partnerem, który w Polsce specjalizuje się we wdrożeniach platformy monday.com — narzędzia wspierającego efektywność pracy i automatyzację procesów — jest Revomind, oferujący kompleksowe wdrożenia i konsultacje, pomagające firmom uporządkować operacje i przygotować się na nowe wyzwania rynkowe.

Podsumowując, perspektywa sprzedaży InPostu jest jednym z najważniejszych wydarzeń w sektorze logistycznym ostatnich lat. Może to zapoczątkować nowy etap rozwoju paczkomatów i dostaw e-commerce w Europie, stwarzając zarówno szanse, jak i ryzyka dla sprzedawców internetowych, operatorów logistycznych i konsumentów. Niezależnie od ostatecznego rezultatu transakcji, rynek dostaw ostatniej mili będzie jednym z kluczowych obszarów, w którym kształtować się będzie przyszłość handlu online.

Chińskie platformy zalewają polski e-commerce. Raport e-Izby obnaża mechanizmy nierównej konkurencji

Pojawił się właśnie nowy, bardzo głośny raport Izby Gospodarki Elektronicznej „Chińskie platformy e-commerce a polska gospodarka”, który odsłania kulisy dynamicznego wzrostu wpływu chińskich platform handlowych na polski rynek i pokazuje, że to zjawisko ma konsekwencje znacznie wykraczające poza wygodę tanich zakupów online.

Wartość polskiego rynku e-commerce to obecnie około 150 miliardów złotych rocznie. Z licznych analiz wynika, że udział platform pochodzących spoza Unii Europejskiej – w praktyce głównie chińskich – może sięgać 6–11 % tej kwoty. Oznacza to, że konsumenci w Polsce wydali na produktach kupionych na takich platformach jak AliExpress, Temu czy Shein około 11,6 mld zł w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, a liczba paczek trafiających do polskich domów z Chin sięgnęła setek milionów.

Dla przeciętnego użytkownika internetu to przede wszystkim możliwość zamówienia wyjątkowo tanich produktów, często z darmową lub bardzo niską ceną dostawy. Taka oferta może kusić, ale – jak pokazuje raport e-Izby – niesie za sobą znacznie poważniejsze efekty dla rynku lokalnego, rodzimych przedsiębiorstw i całej gospodarki.

Centralnym punktem analizy jest kwestia konkurencji. Autorzy raportu podkreślają, że chińskie platformy w praktyce korzystają z uproszczonych procedur celnych oraz zwolnień, które w Unii obowiązują przy przesyłkach o wartości do 150 euro. To daje im przewagę kosztową, której polskie i europejskie firmy nie mają szans wyrównać, bo muszą stosować się do pełnej gamy regulacji unijnych – od podatku VAT po wymogi środowiskowe, bezpieczeństwa produktów i ochrony danych.

Skutkiem tego jest nierówna konkurencja, w której uczciwie działający przedsiębiorcy ponoszą znaczące koszty, podczas gdy wiele przesyłek z Chin omija część obciążeń. Według ekspertów z branży to nie efektywność operacyjna czy innowacyjność chińskich platform stanowi o ich przewadze – to luka regulacyjna i brak skutecznych mechanizmów egzekucji.

Raport podkreśla także koszty społeczne i gospodarcze tego zjawiska. Gdyby zasady konkurencji były wyrównane, potencjalne przychody polskiego handlu detalicznego mogłyby być wyższe o 6,5–8,8 mld zł rocznie – środki te mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje, tworzenie miejsc pracy czy rozwój lokalnych sklepów internetowych. Taki odczyt skłania do pytania: czy najniższa cena zawsze oznacza najniższy koszt dla gospodarki?

Nie można też zapominać o bezpośrednich skutkach dla budżetu państwa. Znaczna część towarów sprowadzanych z Chin trafia do konsumentów za pośrednictwem mechanizmów, które realnie ograniczają wpływy podatkowe i celne. To oznacza, że presja na finanse publiczne rośnie, podczas gdy lokalni przedsiębiorcy i tak już rywalizują z silnymi kosztami funkcjonowania w UE.

Co więcej, dane wskazują, że chińskie platformy nie są marginalnym graczem – ich zasięg obejmuje miliony polskich użytkowników, a znacząca część konsumentów regularnie korzysta z ich ofert. To zjawisko nie tylko przekształca lokalne zwyczaje zakupowe, lecz także redefiniuje strukturę rynku e-commerce w Polsce.

W odpowiedzi na to wyzwanie w raporcie pojawiają się konkretne postulaty. Jednym z kluczowych jest planowane zniesienie zwolnienia celnego dla paczek o niskiej wartości w UE od 2026 roku, co może ograniczyć przewagę kosztową platform spoza Unii. Jednak eksperci podkreślają, że bez sprawnego egzekwowania przepisów i jasnego określenia odpowiedzialności platform typu marketplace efekty będą ograniczone.

Dyskusja, którą obecnie prowadzi branża e-commerce, politycy oraz regulatorzy, nie dotyczy więc tylko tego, skąd pochodzi produkt i jak tanio go kupić. Chodzi o model uczciwej konkurencji, o to, czy polskie firmy mogą konkurować na równych zasadach, i o to, jak zapewnić konsumentom nie tylko niskie ceny, ale też bezpieczeństwo zakupów, jakość produktów i stabilność rynku.

Marketplace przyszłości? Erli stawia na AI, by wyprzedzić konkurencję

Platforma Erli coraz wyraźniej sygnalizuje, że chce wyjść poza rolę kolejnego miejsca na zakupy online – i stać się pełnoprawnym technologiczno-operacyjnym partnerem sprzedawców w Polsce. W tym artykule przyjrzymy się najnowszym planom Erli, opartym na sztucznej inteligencji, które mogą mieć istotne znaczenie dla e-commerce w 2025 roku (i dla Twojego bloga MarketMate). Analizując zamierzenia firmy, spojrzymy zarówno z perspektywy sprzedawców, jak i działających na platformie marketplace strategii, które mogą wpłynąć na dynamikę rynku.

Dlaczego teraz? Otoczenie i motywacja Erli

Erli działa na polskim rynku marketplace-ów, w którym dominuje Allegro, ale firma podkreśla swoją pozycję jako „silnej alternatywy”. Według doniesień, platforma skupia ponad 30 000 sprzedawców i odwiedzana jest miesięcznie przez ponad 9 milionów użytkowników.

Takie liczby pokazują, że Erli osiągnęła już pewien rozmiar i staje w obliczu pytania: „co dalej?” W tym kontekście wdrożenia oparte na AI stają się kluczowym narzędziem, by wyróżnić się na rynku, uprościć życie sprzedawców i klientów, a także zoptymalizować procesy, które w marketplace’ach bywają największym wyzwaniem.

Trzy główne filary strategii AI Erli

Z analizy relacji medialnych wynika, że firma buduje swoją strategię wokół trzech głównych obszarów:

1. Organizacja i klasyfikacja ofert

Jednym z kluczowych wyzwań, na które wskazują sprzedawcy i operatorzy marketplace, jest niejednorodność ofert: błędne kategorie, nieintuicyjne nazwy produktów, niespójna struktura katalogu – to wszystko utrudnia klientom odnalezienie właściwego produktu i sprzedawcom skuteczną widoczność. Erli deklaruje, że wdraża systemy sztucznej inteligencji, które automatycznie analizują dane o produktach oraz zachowania klientów, by następnie rekomendować trafne kategorie, uporządkować nazewnictwo i ułatwić wyszukiwanie.

Dla sprzedawców może to oznaczać mniejsze nakłady pracy na porządkowanie ofert i większą widoczność w wynikach wyszukiwania – co w konsekwencji może przełożyć się na wyższą konwersję.

2. Automatyzacja marketingu i grafik produktowych

Drugi filar dotyczy wsparcia marketingowego: Erli stworzyła rozwiązanie o nazwie „Erli Campaigns” – system automatycznego zarządzania kampaniami reklamowymi opartymi na AI. Jak podkreśla firma, zarządza on już ponad 40 milionami produktów i prowadzi około 60 000 kampanii jednocześnie.

Kluczowe elementy tej automatyzacji obejmują m.in.:

  • korektę grafik produktowych w taki sposób, by spełniały techniczne wymagania i były akceptowane przez partnerów reklamowych, co stanowi realne odciążenie sprzedawców.
  • optymalizację wydatków i komunikatów reklamowych – algorytmy dopasowują wersje grafik i treści w zależności od kanału (social media, aplikacja mobilna, wyszukiwarka).

Dla Twojej publiczności prowadzącej sklepy internetowe, to potencjalna okazja: platforma marketplace nie tylko przyjmuje ofertę, ale aktywnie wspiera marketing, co w warunkach rosnącej konkurencji może być dużą przewagą.

3. Obsługa klienta i komunikacja – mailboty oraz chatboty

Trzecim filarem są narzędzia automatyzacji komunikacji z klientem i między sprzedawcą a kupującym. Erli zapowiada wdrożenie mailbotów, które będą odpowiadały na najczęstsze pytania klientów (np. o status przesyłki), a w kolejnych etapach planowane są chatboty.

Z perspektywy sprzedawcy oznacza to możliwość zredukowania kosztów obsługi klienta i przyspieszenia reakcji zarówno w pre- jak i posprzedażowej obsłudze. Z perspektywy bloga MarketMate – warto zwrócić uwagę na to, jak automatyzacja obsługi może stać się czynnikiem różnicującym wśród sprzedawców marketplace’owych.

Co to oznacza dla sprzedawców i e-commerce w Polsce?

Dla Twoich odbiorców – czyli osób prowadzących sklepy internetowe i handlujących na platformach marketplace – plany Erli mają kilka praktycznych implikacji:

  • Niższy próg wejścia: Automatyzacja działań, takich jak kampanie reklamowe czy przygotowanie grafik, może sprawić, że wejście na marketplace stanie się mniej zasobo- i czasochłonne.
  • Lepsza widoczność ofert: Dzięki AI wspierającej klasyfikację i strukturę ofert – lepiej zoptymalizowana strona produktu może zostać częściej wyświetlona.
  • Konkurencja w normach obsługi klienta: Jeśli standardy obsługi klientów z pomocą AI staną się normą, sprzedawcy muszą rozważyć, w jaki sposób mogą dotrzymać tempa (np. poprzez własne automatyzacje lub wybór tych platform, które oferują wsparcie technologiczne).
  • Zmiana w roli marketplace: Erli pokazuje, że marketplace nie chce być tylko „półką” online, ale partnerem aktywnie wspierającym sprzedawcę. To może wpłynąć na wybór platformy przez sprzedających i stworzyć presję na konkurencyjne serwisy, by równie inwestowały w technologię.

Erli stawia twardy krok w stronę technologicznej transformacji swojego marketplace’u, co dobrze wpisuje się w szerszy trend – marketplace’y coraz częściej konkurują nie tylko przez ceny i grono sprzedawców, ale przez jakość doświadczenia i automatyzację. Dla bloga MarketMate warto podkreślić, że to sygnał dla sprzedawców: warto wybierać platformy, które nie tylko przyjmują ofertę, ale też aktywnie wspierają działanie sklepu.

Z drugiej strony jednak, sprzedawcy nie mogą polegać wyłącznie na tym, co platforma daje – nadal kluczowe pozostają podstawy: dobre zdjęcia, właściwe opisy, dobra logistyka. Automatyzacja może być wsparciem, ale nie zastępuje strategii i rzetelnej operacji.

W perspektywie warto obserwować, jak Erli zaprezentuje efekty tych wdrożeń – czy rzeczywiście pojawią się wymierne wzrosty sprzedawców, czy też pojawią się wyzwania (np. związane z skalowaniem AI, jakością danych czy ergonomią użytkownika). Dla Twojego bloga może to być temat cykliczny: „monitoring technologii marketplace” albo „jak automatyzacja wpływa na konkurencję między platformami”.

InPostStore w nowej odsłonie. Zwykły sklep z kartonami? Już nie

InPost nie zwalnia tempa i po raz kolejny udowadnia, że nie chce być tylko firmą od paczek. Nowa odsłona platformy InPostStore to znacznie więcej niż sklep z kartonami. To element większej strategii, która ma połączyć logistykę, ekologię i wygodę sprzedawców w jeden spójny ekosystem. A to może w dłuższej perspektywie zmienić sposób, w jaki e-commerce w Polsce myśli o pakowaniu i wysyłce towarów.

Nowy InPostStore został zaprojektowany z myślą o prostocie, ale też o profesjonalizacji procesu przygotowywania przesyłek. W praktyce oznacza to większy wybór opakowań, lepszą dostępność materiałów i rozwiązania, które mają usprawnić życie sprzedawców internetowych. InPost deklaruje, że nowy sklep to nie tylko miejsce, w którym można kupić kartony, taśmy czy wypełnienia. To narzędzie, które ma realnie pomóc w codziennych operacjach i wprowadzić porządek tam, gdzie wcześniej panowała logistyka w wersji „zrób to sam”.


Więcej opakowań, więcej możliwości

W nowej odsłonie InPostStore pojawia się rozszerzona oferta produktowa. W katalogu znalazły się dziesiątki formatów kartonów, kopert i wypełniaczy, a wszystkie dopasowane są do gabarytów paczkomatów i przesyłek kurierskich. Dzięki temu sprzedawcy mogą uniknąć błędów przy doborze rozmiarów opakowań — co w dłuższej perspektywie oznacza mniej reklamacji i niższe koszty wysyłek.

InPost podkreśla też, że wszystkie materiały przeszły testy operacyjne, co gwarantuje ich trwałość i odporność na uszkodzenia w transporcie. To ważna zmiana, bo jakość opakowania w e-commerce coraz częściej decyduje o tym, jak klient postrzega samą markę.

Warto też zwrócić uwagę na aspekt ekologiczny. InPost rozwija program EkoBox, w ramach którego wprowadza opakowania wielokrotnego użytku. Klient może je zwrócić do dowolnego paczkomatu, a następnie zostają ponownie wykorzystane. To nie tylko odpowiedź na rosnącą presję ekologiczną, ale też sposób na ograniczenie kosztów i budowanie wizerunku odpowiedzialnej marki. W świecie, w którym konsumenci coraz częściej pytają, „czy wasze paczki są eko?”, taka inicjatywa może stać się przewagą konkurencyjną.


Logistyka pod jednym dachem

To, co czyni InPostStore projektem wyjątkowym, to jego integracja z szerszym ekosystemem usług InPostu. Sprzedawcy mogą w jednym miejscu zamówić opakowania, nadać paczki i obsłużyć zwroty. Dla wielu firm, szczególnie tych średniej wielkości, oznacza to koniec skakania między dostawcami i chaotycznego zarządzania procesami wysyłkowymi.

InPost jasno pokazuje, że jego ambicją nie jest tylko obsługa transportu, ale stworzenie kompletnego środowiska dla e-commerce — od przygotowania paczki po jej doręczenie. W praktyce oznacza to, że firma nie tylko zarabia na przesyłkach, ale też wchodzi w nowy segment: sprzedaż materiałów eksploatacyjnych. To dodatkowe źródło przychodu, ale również sposób na utrzymanie klientów w obrębie własnego systemu. Jeśli sprzedawca korzysta z opakowań dopasowanych do paczkomatów, naturalnym wyborem staje się pozostanie przy tej samej usłudze kurierskiej.

W dłuższej perspektywie może to prowadzić do jeszcze większej centralizacji rynku logistycznego w Polsce. InPost nie tylko dostarcza paczki, ale zaczyna dyktować standardy — w tym, jak pakujemy, czym pakujemy i w jakim formacie wysyłamy towary. To ruch przypominający strategię Amazona, który również budował swoje imperium, oferując nie tylko sprzedaż, ale też cały ekosystem narzędzi wspierających sprzedawców.


Wygoda, która ma swoją cenę

Nie wszystko jednak wygląda idealnie. Wraz z rosnącą wygodą pojawia się ryzyko uzależnienia się od jednego dostawcy. Sprzedawcy, którzy w całości oprą swoją logistykę na InPostStore, mogą w przyszłości stracić elastyczność negocjacyjną lub mieć ograniczone pole manewru przy zmianie operatora. To typowy dylemat centralizacji: im łatwiej jest na początku, tym trudniej później się uniezależnić.

Drugim potencjalnym wyzwaniem są ceny. Jeśli nowa oferta InPostStore okaże się droższa niż alternatywy rynkowe, wygoda może nie wystarczyć, by przekonać przedsiębiorców do migracji. Dla wielu małych sklepów różnica nawet kilkunastu groszy na opakowaniu może być znacząca, szczególnie przy dużej liczbie wysyłek miesięcznie.

Mimo to nie sposób nie zauważyć, że InPost robi coś, czego od dawna brakowało w polskim e-commerce — proponuje kompleksowe podejście do procesu wysyłki. To już nie tylko logistyka, ale cała filozofia zarządzania paczką, w której wszystko — od kartonu po doręczenie — działa w ramach jednego, zintegrowanego systemu.


Nowa odsłona InPostStore może być początkiem nowego etapu w rozwoju branży logistycznej w Polsce. Jeśli projekt się przyjmie, inne firmy będą zmuszone pójść w tym samym kierunku, oferując podobne rozwiązania. Dla e-commerce oznacza to większą standaryzację, lepszą jakość i być może niższe koszty w dłuższej perspektywie, ale też mniejszą różnorodność dostawców.

Jedno jest pewne — InPost po raz kolejny wyprzedza konkurencję, wyznaczając nowy kierunek. W świecie, gdzie każdy liczy czas i koszt paczki, InPostStore może stać się brakującym ogniwem między sklepem a kurierem. A jeśli połączy to z rosnącą świadomością ekologiczną i dobrą komunikacją z klientami, to ma szansę na stworzenie modelu, który inni będą próbować kopiować.

Empik zrekompensuje klientom opóźnienia i anulacje. Ważna lekcja dla e-commerce

Prowadząc biznes w sieci, musimy pamiętać, że wiarygodność i dotrzymywanie obietnic są kluczowe. Ostatnie wydarzenia związane z jednym z największych graczy na polskim rynku e-commerce, firmą Empik, stanowią poważne przypomnienie o odpowiedzialności ciążącej na sprzedawcach. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) zainterweniował w sprawie nieprawidłowości w realizacji zamówień, a efektem jest zobowiązanie Empiku do wypłaty rekompensat tysiącom klientów. To zjawisko, choć dotyczy giganta, powinno stać się ostrzeżeniem i lekcją dla każdego właściciela sklepu internetowego.

Przyczyny interwencji UOKiK: Nieprecyzyjne informacje i anulowane umowy

Problem zaczął się od licznych skarg konsumentów, które napływały do UOKiK. Dotyczyły one głównie dwóch kwestii: opóźnień w wysyłce i dostawie oraz nieuzasadnionych anulacji zamówień złożonych w sklepie internetowym empik.com w latach 2022–2024. Urząd ustalił, że firma stosowała nieprecyzyjne komunikaty. Przykładem jest informacja „wysyłka w 24 h”, która sugerowała, że towar opuści magazyn w ciągu doby od zakupu, podczas gdy w rzeczywistości czas ten liczył się od momentu przyjęcia zamówienia do realizacji, co mogło wprowadzać klientów w błąd. Co więcej, zdarzało się, że zamówienia były anulowane po ich opłaceniu i zawarciu umowy, pod pretekstem braku towaru, który często nadal figurował w ofercie sklepu. Takie działania naruszały prawa konsumentów, podważając zaufanie do platformy.

Program rekompensat: Konkretne kwoty za niedogodności

W odpowiedzi na wystąpienie UOKiK, Empik zobowiązał się do działań naprawczych, w tym do przyznania klientom rekompensat. Program obejmuje zakupy z lat 2022-2024 złożone w ramach sprzedaży własnej firmy. Klienci, których zamówienia zostały anulowane po przyjęciu do realizacji, mają do wyboru m.in. 30 zł zwrotu gotówki lub 40 zł w formie kodu rabatowego. Osoby, których paczki dotarły z opóźnieniem, mogą liczyć na 10 zł gotówki lub 15 zł kodu rabatowego. W przypadku opóźnienia samej wysyłki, ale terminowej dostawy, przewidziano produkt cyfrowy. Oznacza to, że za naruszenie transparentności i opóźnienia w logistyce firma ponosi teraz wymierny koszt, co stanowi ważny sygnał dla rynku.

Jak odzyskać pieniądze?

Empik jest zobowiązany do poinformowania uprawnionych klientów o możliwości skorzystania z rekompensaty. Klienci otrzymują wiadomość za pośrednictwem e-maila lub SMS-a, w której znajduje się formularz do wypełnienia. W formularzu należy wybrać preferowaną formę rekompensaty i podać niezbędne dane kontaktowe. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaleca, aby sprawdzić także foldery SPAM lub Oferty, ponieważ wiadomości od Empiku mogły tam automatycznie trafić. Wypłata środków pieniężnych ma nastąpić w ciągu 21 dni od wypełnienia formularza.

Wnioski

Sprawa Empiku to cenny case study dla całego środowiska e-commerce. Pokazuje, że nawet giganci muszą dbać o rzetelność informacji i terminową realizację. Dla Twojego biznesu na platformie Marketmate.pl, główne wnioski są następujące: Musisz dokładnie i realistycznie komunikować czasy dostawy oraz gwarantować dostępność towaru. Inwestycja w precyzyjną integrację systemów magazynowych ze sklepem internetowym czy marketplace jest niezbędna, aby uniknąć anulowania opłaconych zamówień. Pamiętaj, że zadowolony klient, który otrzymał towar na czas i zgodnie z obietnicą, jest najlepszą formą marketingu i najlepszą ochroną przed interwencją urzędów. Transparentność jest kluczem do zaufania i spokoju w e-biznesie.

Raport DHL eCommerce Trends 2025: Jak sztuczna inteligencja i media społecznościowe zmieniają polski e-commerce?

Polska branża e-commerce nie zwalnia tempa. Zgodnie z raportem „DHL eCommerce Trends 2025”, polskie firmy z sektora handlu elektronicznego wykazują się odpornością i dynamicznie dostosowują do zmieniającego się rynku. Wśród kluczowych trendów na 2025 rok wyróżnia się zwłaszcza rosnące znaczenie sztucznej inteligencji (AI) oraz social mediów w napędzaniu sprzedaży.

Sztuczna Inteligencja: Odpowiedź na wyzwania rynkowe

Według badania, aż 39% polskich firm e-commerce aktywnie korzysta już z narzędzi AI. Wzrost ten jest napędzany dążeniem do optymalizacji procesów i zwiększenia efektywności. Firmy wykorzystują sztuczną inteligencję w różnych obszarach, m.in. do automatyzacji obsługi klienta, personalizacji oferty oraz optymalizacji logistyki.

Co ciekawe, niemal co druga firma planuje wdrożenie AI w ciągu najbliższych 12 miesięcy, co świadczy o rosnącej świadomości potencjału tej technologii. To sygnał, że AI w e-commerce przestaje być futurystyczną wizją, a staje się standardowym narzędziem do budowania przewagi konkurencyjnej.


Media społecznościowe: Nowy kanał sprzedaży i komunikacji

Raport DHL podkreśla, że social commerce, czyli sprzedaż przez media społecznościowe, staje się coraz ważniejszym kanałem dla polskich e-sprzedawców. Aż 90% firm jest obecnych w social mediach, a znaczna ich część uważa, że to właśnie te platformy będą kluczowym kanałem komunikacji z klientem w najbliższych latach.

Dlaczego social media są tak istotne? Nie tylko budują społeczność wokół marki, ale także bezpośrednio przekładają się na sprzedaż. Popularność platform takich jak TikTok czy Instagram sprawia, że firmy mogą docierać do nowych grup odbiorców w sposób bardziej angażujący i spersonalizowany.


Logistyka i Finanse: Optymalizacja kluczem do sukcesu

Raport zwraca także uwagę na kwestie logistyczne i finansowe. Aż 67% badanych firm planuje inwestycje w logistykę, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom klientów co do szybkości i wygody dostaw. W odpowiedzi na te potrzeby, DHL oferuje rozwiązania takie jak sieć Paczkomatów czy opcję dostaw tego samego dnia, co stawia firmę w czołówce usługodawców logistycznych.

Pod względem finansowym, polscy przedsiębiorcy z branży e-commerce są ostrożni, ale optymistyczni. Zdecydowana większość spodziewa się wzrostu obrotów w 2025 roku, choć jednocześnie aż 46% z nich planuje redukcję kosztów. To pokazuje, że firmy stawiają na zrównoważony rozwój i szukają równowagi między dynamicznym wzrostem a racjonalnym zarządzaniem finansami.

Raport „DHL eCommerce Trends 2025” rysuje obraz polskiego rynku e-commerce jako dojrzałego i odpornego na wyzwania. Zastosowanie sztucznej inteligencji i social mediów staje się motorem napędowym wzrostu, a firmy, które umiejętnie wdrożą te technologie, mają szansę na znaczące zwiększenie swojej przewagi rynkowej. Inwestycje w logistykę i racjonalne zarządzanie finansami dopełniają obraz dojrzałej i dynamicznie rozwijającej się branży, która z optymizmem patrzy w przyszłość.

E-commerce Warsaw Expo – nowa odsłona Targów eHandlu już 24 października 2025

Jesień 2025 roku przyniesie jedno z najważniejszych wydarzeń dla polskiej branży e-commerce. 24 października w EXPO XXI w Warszawie odbędzie się 28. edycja targów, które w tym roku funkcjonują pod nową nazwą E-commerce Warsaw Expo. To znacząca zmiana, ponieważ jeszcze do niedawna wydarzenie było znane szerzej jako Targi eHandlu. Organizatorzy podkreślają jednak, że nie chodzi o zupełnie nowe przedsięwzięcie, lecz o rozwinięcie dobrze znanej formuły i dostosowanie jej do rosnących potrzeb rynku.

Nowa identyfikacja wydarzenia wiąże się z rozszerzeniem programu i większym naciskiem na praktyczne rozwiązania, networking oraz jakość merytoryczną. Celem jest stworzenie przestrzeni, która łączy wystawców, ekspertów i uczestników w bardziej kompleksowy sposób niż dotychczas. Zmiana nazwy ma także podkreślać międzynarodowy charakter wydarzenia i jego rosnącą rolę w regionie.

Tegoroczna edycja zapowiada się imponująco. Organizatorzy spodziewają się ponad 150 wystawców oraz około 5 tysięcy uczestników. Oprócz części wystawienniczej przewidziano bogaty program merytoryczny, w którym znajdzie się 34 prelekcji ekspertów oraz 21 warsztatów praktycznych. Tematyka obejmuje kluczowe obszary rozwoju e-commerce, w tym strategie sprzedaży, marketing efektywnościowy, nowe modele obsługi klienta czy rozwiązania technologiczne wspierające rozwój sklepów internetowych.

Na szczególną uwagę zasługuje interaktywny charakter wydarzenia. Wystawcy będą mieli do dyspozycji różne rodzaje stoisk – od standardowych po najbardziej rozbudowane – co pozwoli dopasować sposób prezentacji do skali działalności i oczekiwań. Uczestnicy z kolei będą mogli korzystać z dedykowanej aplikacji, która ułatwi planowanie dnia, umawianie spotkań i nawigację po wydarzeniu. Organizatorzy wprowadzili także mechanizm selekcji tematów prelekcji – część z nich zostanie wybrana poprzez głosowanie społeczności, co ma zagwarantować, że agenda będzie odpowiadała realnym potrzebom branży.

E-commerce Warsaw Expo to więc nie tylko zmiana nazwy, ale także wyraźny krok w kierunku modernizacji formuły targów. Zachowana zostaje ciągłość i doświadczenie poprzednich edycji, ale wydarzenie zyskuje nowe akcenty, które mają uczynić je jeszcze bardziej praktycznym i międzynarodowym.

Szczegółowe informacje, program oraz możliwość rejestracji dostępne są na stronie organizatora: ecommercewarsaw.com.

Nowy gracz na arenie e-commerce: InPost stawia wyzwanie Allegro

Rynek e-commerce w Polsce od lat ma jednego dominującego gracza — Allegro. Choć pojawiały się kolejne próby budowy platform konkurencyjnych, żadna nie zdołała znacząco zagrozić hegemonii. Teraz jednak na scenie pojawia się InPost, który — choć dotychczas kojarzony głównie z logistyką i dostawami — przyjmuje pozycję aspirującego pośrednika sprzedaży. Zgodnie z doniesieniami branżowymi, od 1 stycznia 2026 roku może uruchomić nowy kanał zakupowy, który — jeśli strategia dźwignie się — stanie się realnym konkurentem dla Allegro.

Narodziny pomysłu: dlaczego InPost?

Z punktu widzenia obserwatora rynku pomysł InPostu wydaje się smart: firma ma obecność w niemal każdej części podróży zakupowej użytkownika — od powiadomień o paczkach, przez aplikację mobilną, po fizyczną dostępność Paczkomatów w całym kraju. To środowisko, w którym może wcisnąć warstwę rekomendacji i sugestii zakupowych.

Według informacji opublikowanych na blogu BsMarket, InPost zamierza wprowadzić kanał sprzedaży oparty na sztucznej inteligencji, który będzie łączył klienta z odpowiednim sklepem internetowym. Klient korzystający z aplikacji InPost (lub innego interfejsu) otrzyma rekomendacje — algorytmy mają wskazać, który sklep oferuje najlepszą ofertę na dany produkt.

Cashless zauważa, że InPost nie potwierdził oficjalnie projektu, ale też go nie zdementował. Nie wykluczono, że opcja rekomendacji będzie zintegrowana z aplikacją, w której użytkownicy już dziś śledzą swoje paczki i korzystają z usług InPostu.

Spider’s Web podkreśla, że to strategia, która niekoniecznie musi wyglądać jak klasyczny marketplace: bardziej jako inteligentny pośrednik — system rekomendacyjny, który kieruje ruch do sklepów bez konieczności budowy od zera całej platformy z katalogiem produktów.

Mechanika usługi: jak to ma działać?

Pod względem funkcjonalnym projekt InPostu może wyglądać następująco:

  • Gdy użytkownik korzystający z aplikacji lub innego narzędzia InPostu będzie miał zapytanie (np. potrzebuje konkretnego produktu), system AI wygeneruje propozycje sklepów, które najlepiej odpowiadają jego preferencjom i historii zakupowej.
  • Jeżeli użytkownik zdecyduje się na ofertę, zamówienie trafia bezpośrednio do sklepu — a InPost oferuje preferencyjne warunki dostawy do Paczkomatów (niższa cena lub szybkość) dla tych zamówień, które przyszły poprzez jego kanał rekomendacji.
  • W praktyce klient może uniknąć przeglądania wielu sklepów — zamiast tego system proponuje najkorzystniejszą opcję i łączy ją z logistyką InPostu.

To połączenie technologii i logistycznej infrastruktury — jeśli zostanie sprawnie wdrożone — może skrócić ścieżkę zakupową i zwiększyć wygodę klienta.

Strategia obronna Allegro i reakcje rynku

W obliczu tych planów Allegro już podejmuje kroki defensywne. Cashless zauważa, że platforma wprowadza zmiany w dostępie do interfejsu API — mają one ograniczyć możliwość masowego pobierania danych o cenach wystaw — dane, które algorytmy InPostu mogłyby wykorzystać do lepszego porównywania ofert.

To typowy ruch chroniący „know-how cenowe” własnej platformy — ograniczenie przesyłania danych o cenach chroni przed mechanizmami, które mogłyby analizować i sugerować produkty poza kontrolą Allegro.

Ponadto, InPost już wcześniej próbował inkorporować elementy rywalizacji z Allegro: ma własne usługi płatnicze (InPost Pay), rozwiązania odroczonej płatności i aplikacje (np. Fresh). Allegro z kolei budowało własną sieć Paczkomatów lub partnerstwa logistyczne — to wyścig o to, kto bardziej zintegruje się z dostawą „ostatniej mili”.

Szanse i przeszkody: czy to realna konkurencja?

Plan InPostu ma sens — ale warunki powodzenia są trudne. Jego największymi atutami są: ogromna baza użytkowników korzystających już z usług firmy, zaufanie do marki i fizyczna infrastruktura Paczkomatów umożliwiająca realne korzyści logistyczne. To coś, czego nie miały wcześniejsze próby konkurowania z Allegro. Spider’s Web zauważa, że InPost stawia na „zaistnienie w środku” procesu zakupowego klienta, zamiast konkurować tylko katalogiem ofert.

Z drugiej strony, wyzwania są spore. Kluczowe będą:

  • trafność rekomendacji: jeśli AI będzie sugerować niedopasowane sklepy lub produkty, użytkownicy szybko przestaną ufać systemowi,
  • marże i model prowizyjny: jeżeli sklepy, by być promowane przez InPost, muszą znacząco obniżyć ceny — może to odstraszyć część sprzedawców,
  • relacje z regulatorem: faworyzowanie sklepów przez operatora logistycznego może wzbudzić zainteresowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK),
  • przyzwyczajenia konsumentów: Klienci często są głęboko przywiązani do Allegro — zmianę nawyków zakupowych łatwo nie będzie.

Spider’s Web pisze, że choć zadanie zdetronizowania Allegro to maraton, nie sprint, to połączenie technologii rekomendacyjnej z logistyką może być mocnym asem w rękawie.

Dla sklepów internetowych pojawienie się takiego kanału oznacza nowe szanse i nowe zagrożenia. Szansa — dotrzeć do klientów, których inaczej by się nie sięgało, dzięki rekomendacjom InPostu, bez konieczności wygrzebywania się przez ranking Allegro. Zagrożenie — presja na obniżenie marż, konieczność dostosowania logistyki i warunków ofert, większa konkurencja w nowym super-ekosystemie.

Dla sprzedawców będzie kluczowe, by dobrze rozumieć, jak algorytm wybiera oferty i jak „zapłacić” za pozycję (czy to poprzez marże, czy poprzez inne warunki). Ci, którzy będą elastyczni i gotowi eksperymentować, mogą skorzystać najbardziej.

KakoBuy szturmuje polski e-commerce – nowy sposób na zakupy z Chin

W Polsce coraz więcej osób słyszy o KakoBuy — platformie, która nie jest typowym sklepem, lecz pośrednikiem umożliwiającym zakupy z chińskich serwisów takich jak Taobao czy JD.com. Dzięki usługom, które obejmują cały proces: wyszukanie produktu, zakup, transport, odprawy celne, deklaracje podatkowe, kontrolę jakości i obsługę posprzedażową, KakoBuy staje się dla wielu wygodną alternatywą wobec Serwisów typu AliExpress, Temu czy Shein.

Zainteresowanie platformą eksplodowało w ciągu ostatnich miesięcy — Google Trends odnotowuje wzrost zapytań dla hasła „KakoBuy” w Polsce o około 750% względem poprzednich okresów. Początek „boom’u” można datować na początek 2025 roku, szczególnie od wiosny, i choć latem było trochę spokojniej, tendencja wróciła ze znaczną siłą.

W oczach użytkowników atrakcyjna jest prostota — nie trzeba sprowadzać produktu samemu, negocjować transportu zagranicznego czy martwić się formalnościami. Wystarczy wkleić link do produktu, który się znalazło na chińskim serwisie, a KakoBuy zajmuje się resztą. Jednak ta wygoda ma też cienką stronę: platforma jasno zaznacza, że nie gwarantuje oryginalności produktów pozyskiwanych od chińskich dostawców. To informacja istotna, zwłaszcza w segmencie marek premium lub gdy klienci oczekują certyfikatu autentyczności.


Dla lokalnych e-sklepów wydarzenia związane z KakoBuy są sygnałem, że konsumenci coraz bardziej przyzwyczajają się do modeli sprzedaży pośredniej (agent zakupów + pełna logistyka + obsługa formalności). To oznacza, że sprzedawcy muszą zastanowić się, jak reagować — czy konkurować na tych samych polach, czy raczej współdziałać z takimi platformami lub agentami.

Jak wynika z dostępnych źródeł, KakoBuy nie oferuje sprzedaży bezpośredniej od sprzedawcy w sensie marketplace’u, gdzie sprzedawca z Polski mógłby wystawić produkt i sprzedawać tyleż co poprzez agentów. Funkcjonuje raczej jako pośrednik między klientem końcowym a chińskimi sklepami i dostawcami. To ustala pewne ramy: sprzedawca z Polski nie wchodzi automatycznie w model „wprowadzam ofertę do KakoBuy”, przynajmniej nie na obecnym etapie wiedzy publikowanej.

Jeśli jednak sklep działający w Polsce chce skorzystać z trendu KakoBuy, są pewne drogi. Jedną z nich jest zaoferowanie produktów, które są atrakcyjne dla chińskiego rynku lub które są trudne do zdobycia, tak by mogły być importowane i oferowane kupującym korzystającym z pośredników. Inną możliwością jest partnerstwo z agentem zakupowym — sprzedawca może być dostawcą produktu, który agent sprowadza. To oznacza, że sklep powinien mieć dobrze rozwiniętą logistykę międzynarodową, być gotów na kwestie celne, VAT-owe, warunki reklamacji.

Sprzedawcy powinni szczególnie zwrócić uwagę na transparentność: w opisach produktów – czy są markowe, oryginalne, czy mogą mieć wątpliwości co do autentyczności – bo brak gwarancji oryginalności może być czynnikiem ryzyka reputacyjnego, jeśli klient się rozczaruje. Również warto dbać o jakość zdjęć, opinii klientów, procesów pakowania i dostawy, bo agent-pośrednik zbiera „koszty ogólne” (transport, formalności, czas) i klient w końcowej cenie porównuje to często z ofertami lokalnymi.


Wyobrażenia i możliwe scenariusze rozwoju

KakoBuy może być początkiem większej zmiany – modelu, w którym agent zakupowy stanie się standardową ścieżką dostępu do rynków, które tradycyjnie były poza zasięgiem wielu klientów z UE. Jeśli interesy konsumentów nadal będą napływać w tę stronę, można oczekiwać:

  • zwiększonej presji regulacyjnej, zwłaszcza w kontekście praw konsumenta, gwarancji autentyczności, kontrola jakości i przewodzenie informacji o kosztach importu i cła,
  • powiększania się oferty agentów zakupowych, lepszej logistyki międzynarodowej, możliwych ulepszeń w zwrotach i reklamacjach,
  • może wreszcie pojawienia się marketplace’ów po stronie KakoBuy – czyli modelu, gdzie sprzedawca (np. z Polski) mógłby wystawiać oferty bezpośrednio, a platforma pełniłaby funkcję pośrednika logistyczno-marketingowego.

Allegro na fali wzrostu – rekordowe półrocze i ambitne prognozy na 2025 rok

Allegro przekroczyło kolejną barierę. We drugim kwartale 2025 spółka odnotowała zysk netto na poziomie około 385,75 mln zł, a w całym pierwszym półroczu – 682,27 mln zł. To znaczące wzrosty rok do roku – w analogicznym okresie rok wcześniej zyski netto wynosiły odpowiednio ~347 mln zł (Q2) i ~588,9 mln zł (pierwsze półrocze).

Przychody ze sprzedaży za drugie półrocze osiągnęły blisko 2,971,7 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 10 proc. r/r dla całej grupy Allegro. Połowa roku przyniosła ~5,594,1 mln zł przychodów, czyli także wyraźny wzrost w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. Skorygowana EBITDA (czyli zysk operacyjny przed odsetkami, podatkami, amortyzacją, skorygowany o pewne jednorazowe czynniki) w II kwartale wyniosła 916,1 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 20 proc. rok do roku względem analogicznego okresu.


Co za tym stoi – kluczowe czynniki wzrostu

Kluczem do mocniejszych wyników Allegro są zarówno lepsze operacje w obrębie Polski, jak i rozwój międzynarodowy, nowe usługi, a także zwiększona efektywność.

  • Polska solidną kotwicą: Przychody w Polsce rosną szybko — wzrost przychodów o ~18,1 proc. rok do roku. Wartość sprzedanych towarów brutto (GMV) w Polsce też rośnie — około 9,8 proc. rdr w II kwartale. To oznacza, że Allegro dalej silnie buduje swoją bazę w kraju, poprawiając marże i operacje lokalne.
  • Ekspansja zagraniczna daje plon: W krajach, w których Allegro działa poza Polską (np. Czechy, Słowacja, Węgry), spółka osiąga imponujące wzrosty – GMV rośnie tam o ~61 proc. r/r. Przychody również są „dwukrotnie wyższe” niż rok temu. To pokazuje, że model zagraniczny zaczyna przynosić realne efekty.
  • Usługi i nowe modele finansowania: Reklama i zmiany w modelu współfinansowania („co-co-financing”) odgrywają coraz większą rolę w generowaniu przychodów, przebijając tempo wzrostu GMV. Dodatkowo Allegro rozwija własną infrastrukturę dostaw (Allegro Delivery) – zwiększając udział przesyłek obsługiwanych przez siebie, co może przekładać się na lepszą kontrolę kosztów i jakości.
  • Efektywność operacyjna i finanse: Marże EBITDA i netto są stabilne, a w niektórych segmentach (Polska) marża EBITDA wzrosła — co oznacza, że wzrost przychodów idzie w parze z poprawą efektywności, nie tylko z większym wolumenem. Spółka też obniża swoją dźwignię finansową, co ogranicza ryzyka. CapEx (nakłady inwestycyjne) planowane są na poziomie około 0,95-1,1 mld zł.

Wyzwania i sygnały ostrzegawcze

Mimo że wyniki wyglądają mocno, są też elementy, które warto mieć na oku.

Po pierwsze – marża EBIT i marża netto nie rosną tak skokowo jak EBITDA. W II kwartale EBIT trochę spadł (co sugeruje, że koszty operacyjne i amortyzacja nadal mają znaczenie), a marża netto choć stabilna, nie zaskakuje w górę.

Po drugie – presja konkurencyjna. Chociaż Allegro deklaruje, że stawia czoła chińskim platformom (Temu, Shein etc.), zdobywanie udziałów rynku oznacza ciągłe inwestycje — zarówno w logistykę, dostawy, technologię, jak i w marketing. Rynek ecommerce to też rosnące wymagania konsumenckie co do wygody, szybkości dostawy, cen, co może ograniczać możliwość przekładania wzrostu GMV bez wzrostu kosztów.

Po trzecie – ryzyko makroekonomiczne, kosztów energii i inflacji: skoro marże są wrażliwe na koszty operacyjne, każdy wzrost kosztów transportu, magazynowania, paliwa, czy wynagrodzeń może składać się na skośną ścieżkę marż niższą niż oczekiwania.


Prognozy i co dalej

Allegro sam podniósł oczekiwania na cały 2025 rok. Zakłada wzrost przychodów w grupie o 8-11 proc., a skorygowanej EBITDA o 13-17 proc. W segmencie polskim prognozowany wzrost przychodów przypada na ok. 16-18 proc., EBITDA na 10-12 proc. Jeśli Allegro utrzyma obecne tempo rozwoju, zwłaszcza w obszarach poza Polską oraz w usługach dodatkowych (reklama, dostawa, model współfinansowania), to może dojść do dalszego umocnienia pozycji zarówno na rynku lokalnym, jak i regionalnym.


Znaczenie dla rynku ecommerce i rekomendacje

Dla sprzedawców internetowych, dostawców usług logistycznych, platform partnerskich, oraz konkurencyjnych graczy wyników Allegro oznacza, że stawka się podnosi. Nie wystarczy mieć dobrej oferty – coraz ważniejsza jest szybkość i koszt dostawy, doświadczenie zakupowe, usługi dodatkowe (np. subskrypcje, Smart, wygodne płatności), skuteczny marketing (np. reklamy na platformie).

Warto obserwować, jak Allegro będzie optymalizować koszt operacyjny przy dalszym zwiększaniu skali oraz czy będzie inwestować w przewagę technologiczną (np. automatyzacja, AI, lepsze zarządzanie logistyką). Dla sprzedawców kluczowe staje się również mierzenie rentowności — bo większy wolumen to jedno, ale utrzymanie zyskowności przy rosnącej skali to zupełnie inna gra.


Allegro pokazało, że potrafi się rozwijać — nie tylko zwiększać sprzedaż, ale też poprawiać efektywność w wielu segmentach. Wyniki za drugie półrocze mocno podgrzewają oczekiwania rynku. Jednak droga do utrzymania tej trajektorii wymaga ciągłej czujności — kosztowej, operacyjnej i konkurencyjnej.